Producenci tracą co roku 48 mld euro przez handel podróbkami

people-2557483_1280Poza tak znacznymi stratami producentów, budżet państw, do których wpływa coraz mniej przychodów publicznych zostaje uszczuplony o podatek dochodowy, VAT i akcyzę. Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej szacuje, że może być to nawet 35 mld euro w skali roku w całej UE, w tym 1,2 mld euro w Polsce (dane z końca ub. roku).

Handel podróbkami kwitnie na portalach aukcyjnych

Sprzedaż podróbek dość często ma miejsce na portalach aukcyjnych, gdzie poruszający się wśród wielu ofert konsument ma jeszcze większy problem z odróżnieniem repliki od oryginału. Opisy produktów są tworzone w taki sposób, że o fałszywkach może świadczyć jedynie podejrzanie niska cena. Tym trudniej jest kontrolować ten proceder właścicielom platform. Tymczasem producenci pociągają ich do odpowiedzialności, uznając, że skoro ci zarabiają prowizję na aukcjach i ich promowaniu, również biorą udział w naruszaniu prawa.

Taka sytuacja miała miejsce gdy właściciel marki Louis Vuitton (LMVH) zaskarżył eBaya o nieudolną walkę z podróbkami. Właściciel platformy musiał zapłacić 38,6 mln euro kary. Jakiś czas później, wygrał jednak bardzo głośną sprawę z Tiffany, gdzie Sąd orzekł, że serwis nie może odpowiadać za nielegalne działania sprzedawców podróbek biżuterii. W końcu większość regulaminów tego typu platform zakłada poniesienie odpowiedzialności dopiero w momencie otrzymania wiarygodnego zgłoszenia o naruszeniu prawa przez handlujących w serwisie.

Wraz z producentami traci cały rynek

Niestety handlu podróbkami nie da się całkowicie wyeliminować. Podróbki są cały czas dostępne i kupowane, pomimo tego, że konsumenci są coraz bardziej świadomi jakościowych produktów.

Handlowanie podrabianymi produktami odbija się źle na całym rynku. Krocie tracą legalnie działający producenci, wydający ogromne pieniądze na kampanie reklamowe, bo popyt na ich produkty maleje. Właściciele marek są tym samym zmuszani do likwidacji dziesiątek, a nawet tysięcy miejsc pracy, których nie są w stanie utrzymać. Podrabiana marka traci też na wizerunku, gdyż klienci przestają ją utożsamiać z wysoką jakością.

Według danych Urzędu UE ds. Własności Intelektualnej, problem dotyka przede wszystkim branży odzieżowej, farmaceutycznej, zabawek, artykułów sportowych, biżuterii, torebek oraz muzyki.

Oko na kanały sprzedaży

Istnieją producenci, którzy z uwagi na niezwykle silną pozycję rynkową i bardzo długą tradycję, przymykają oko na podróbki swoich produktów (np. Coca-Cola). Większość marek nie może sobie jednak pozwolić na ignorowanie takiego zjawiska, bo oznacza ono poważne zagrożenie ich pozycji na rynku.

Producent przeciwdziałając szerzeniu się fałszywek, powinien dokładnie informować sprzedawców o swoich produktach i stosować charakterystyczne oznaczenia pomagające zidentyfikować oryginalny produkt. Profesjonalna obsługa klienta, może sprawić, że sprzedawcy będą czuli się bezpiecznie, kupując u znanego źródła. Producent powinien też zachęcać swoich partnerów i klientów do zgłaszania jakichkolwiek podejrzeń co do oryginalności towaru, co pozwoli mu na stworzenie bardziej długotrwałych relacji.

Bieżąca obserwacja całego rynku pozwala na szybsze wykrycie podejrzanie niskich cen sugerujących, że produkty mogą pochodzić z czarnego rynku. Służą do tego narzędzia do monitoringu cen w sieci. Algorytmy skanują strony internetowe w poszukiwaniu produktów o tej samej nazwie i natychmiast identyfikują anomalie cenowe wysyłając alerty i raporty z podsumowaniem. Gdy tylko producent nabierze podejrzeń, że ceny jego produktów ulegają manipulacji lub są sprzedawane nielegalnymi kanałami, może podjąć właściwe działania i tym samym lepiej chronić swoją markę.

Czytaj więcej

Jak walczyć z tanią konkurencją bez obniżania cen

Nagle zauważasz, że Twoja konkurencja zaczyna niebezpiecznie zaniżać ceny produktów, które sprzedajesz, kierując na siebie całą uwagę klientów. Doskonale wiesz, że jeśli zdecydujesz się na taki sam krok, najprawdopodobniej na tym stracisz. Są jednak alternatywne sposoby, by klienci o Tobie nie zapomnieli.

Przede wszystkim zacznij od zbadania, czy istnieje realne zagrożenie, że konkurencja może odebrać Ci klientów po obniżeniu ceny. Jeśli nie, poza ciągłą obserwacją rynku, nie musisz podejmować radykalnych działań. Jeśli jednak istnieje takie ryzyko, spróbuj połączyć kilka alternatywnych strategii, które pozwolą Ci uniknąć wojny cenowej.

Zadbaj o doświadczenie zakupowe

Dla coraz większej grupy klientów istotne znaczenie przy wyborze sklepu ma doświadczenie zakupowe. Jeśli Twoja cena jest wyższa od tej u konkurencji, zadaj sobie pytanie, czy wystarczająca liczba klientów jest w stanie zapłacić więcej za inne korzyści kupienia produktu właśnie u Ciebie, np. Dzięki intuicyjnej, przejrzystej stronie sklepu. Jeszcze lepiej, gdy zakupowi będzie towarzyszyć niesamowita opowieść, jak tutaj:

1

 Zaoferuj wartość dodaną produktu

Poza doświadczeniem zakupowym możesz wyeksponować dodatkowe atuty zakupów w Twoim sklepie, np. zaproponować bezpłatne próbki innych produktów, wydłużoną gwarancję, bezpłatną wysyłkę, które zrekompensują nieco wyższą cenę produktu.

5

Zbuduj trwałe relacje

Masz spore zaplecze stałych klientów oraz partnerów biznesowych? Wykorzystaj to w działaniach marketingowych. Pozytywne opinie konsumentów i referencje pozwolą Ci zbudować silną pozycję sklepu, której nie pokona nawet najniższa cena u konkurencji.

3

Wprowadź monitoring cen

Ceny konkurencji zmieniają się bardzo dynamicznie. Aby być na bieżąco z tym, co dzieje się w Twojej branży powinieneś systematycznie monitorować internet . Otrzymujesz wówczas pełny przekrój rynku, dzięki czemu możesz przewidzieć ruchy konkurencji i nie dać się zaskoczyć. Co więcej, monitoring cen pozwoli Ci na ustalenie optymalnej polityki cenowej. Poniżej przykład zestawienia cenowego z panelu Szpiegomatu:

4

Walka ceną nie jest dobrym pomysłem. Jeśli stale walcząca niską ceną firma w ogóle osiąga sukces, jest to najczęściej wynik długoletnich działań i połączenia kilku strategii, np. zwiększenia produktywności w celu utrzymania niskich kosztów, skupieniu się na konkretnym segmencie rynku albo dostarczaniu produktu w wariancie podstawowym. Najlepiej jednak nie iść w ślady firm wypowiadających wojnę cenową, tylko wypracować własną, długoterminową taktykę, która umocni Twoją pozycję w branży.

Czytaj więcej

Czy Google i Allegro słusznie faworyzują swoje serwisy? Komentarz eksperta

mac-459196_1920 (1)Rekordową karę 2,43 mld euro nałożyła w czerwcu Komisja Europejska na Google za promowanie swojej porównywarki cenowej względem konkurencyjnych serwisów. To najwyższa kwota w historii  postępowania antymonopolowego. W tym samym czasie UOKiK bada faworyzowanie własnego sklepu przez Allegro.

Google Zakupy to moduł prezentujący w wyszukiwarce produkty z wybranych sklepów internetowych wraz ich zdjęciami i cenami. Wyświetlają się one po wpisaniu zapytania na temat danej marki lub produktu. Przed wynikami tekstowymi z wyszukiwarki Google wyświetla oferty sklepów obecnych w porównywarce Google Zakupy. Zdaniem KE, Google nadużywa swojej pozycji dominującej wyszukiwarki promując własną porównywarkę cenową i obniżając tym samym pozycje stron pochodzących z innych porównywarek.Czyli nie podlega tym samym algorytmom wyszukiwania, co inni.

Grzegorz Brajewski, CEO Szpiegomat.pl komentuje to następująco:

- To nie jest pierwszy tego typu przypadek Google, któremu raz na jakiś czas zarzuca się działania monopolistyczne, jednak tu kara KE jest rekordowo wysoka. Zgodnie z decyzją komisji Google postępuje niezgodne z prawem, faworyzując własną porównywarkę, choć z drugiej strony Google w obrębie własnej wyszukiwarki może robić, co zechce. Wydaje mi się, że dobrym ruchem byłoby oddzielenie wyszukiwarki od Google Zakupy. Jakiś czas temu kiedy użytkownik szukał jakiegoś produktu i wpisywał jego nazwę do wyszukiwarki, w wynikach wyszukiwania widział linki tekstowe prowadzące do porównywarek i sklepów. Teraz nad wynikami wyświetlają się oferty z Google Zakupy zawierające zdjęcia i ceny. Jest to zdecydowanie atrakcyjniejsza forma prezentowania informacji o produkcie, która sprawia że spora część użytkowników kliknie w obrazek, przechodząc do promowanej oferty i nie zwróci uwagi na wyniki tekstowe. Dla sklepów internetowych pojawiła się po prostu dodatkowa możliwość dotarcia do kupujących. Poza najbardziej popularnymi porównywarkami warto być teraz również w Google Zakupy. Część sprzedawców, z którymi współpracujemy chce monitorować ceny konkurencji z Google Zakupy, bo część ruchu na ich stronach pochodzi właśnie z tego źródła. Co ciekawe, przypadek działań Google nie jest odosobniony, podobne problemy obserwujemy w przypadku Allegro, które zostało posądzone o nadużywanie swojej pozycji i promowanie własnego sklepu.  

Allegro jest badane przez UOKiK pod kątem ograniczania konkurencji na rynku. Przypomnijmy, że największa w Polsce platforma aukcyjna była wcześniej jedynie bezstronnym pośrednikiem przy transakcjach, a obecnie posiada też własny sklep. Do Urzędu wpłynęły skargi o nadużyciach pozycji. Produkty sprzedawane bezpośrednio przez sklep Allegro miały być pozycjonowane wyżej i określane jako bardziej trafne oraz zaprezentowane w korzystniejszy sposób niż pozostałe oferty. Z platformą współpracuje ok. 1,7 mln sprzedawców.

Na razie toczące się postępowanie ws. Allegro ma na celu jedynie wyjaśnienie sprawy. Google natomiast zapowiada apelację, podkreślając korzyści, jakie niesie ze sobą łączenie użytkowników poszukujących konkretne produkty z reklamodawcami, którzy mogą swoje produkty skutecznie promować. Twierdzi, że miejsce w ramkach promowanych produktów może być licytowane przez firmy.

 

Czytaj więcej

5 pytań o monitoring cen – WYWIAD

Grzegorz BrajewskiChciałbyś wprowadzić monitorowanie cen w firmie, a nie do końca wiesz, czy to rozwiązanie dla Ciebie? Jakie są zalety korzystania z analizy cen konkurencji? Polecamy wywiad Pauliny z CallPage z naszym CEO Grzegorzem Brajewskim.

Paulina: Sprzedaż w Internecie to rodzaj targowiska, które rozrosło się na globalną skalę, a klienci mają dostęp do produktów 24h na dobę. Porównują ceny i kupują tam, gdzie jest najtaniej. Konsumenci się cieszą – a co ta sytuacja oznacza dla producentów?

Grzegorz Brajewski: Z jednej strony producenci również się cieszą. Łatwiejszy dostęp do produktów i możliwość robienia przez klientów zakupów o każdej porze skutkują zwiększeniem sprzedaży. Pojawienie się internetowych sprzedawców doprowadziło również do spadku cen, a to oznacza, że większa liczba nabywców może sobie pozwolić na zakupy. Więc jest to kolejny czynnik odpowiedzialny za wzrost sprzedaży.

Jednak większa konkurencja to większa presja konkurowania ceną. Czasami prowadzi to do tego, że niektórzy sprzedawcy oferują produkty z minimalną marżą, aby tylko je sprzedać. To psuje rynek pozostałym, a to już nie jest dobra sytuacja dla producenta. Zarówno zaniżanie cen, jak i sprzedaż produktów pochodzących z tzw. szarego importu (a przez to tańszych) powoduje, że pozostali sprzedawcy zaczynają się denerwować i próbują wywalczyć dodatkowy rabat u producenta lub wymusić na nim interwencję w sklepie, który zaniża ceny. Im więcej takich przypadków, tym bardziej cierpi wizerunek marki i tym większe szkody dla sieci sprzedaży danego producenta.

Jednocześnie transparentność związana z e-handlem bardzo ułatwia producentom monitorowanie poziomu cen na rynku i wychwytywaniu praktyk szkodzących marce. W dzisiejszych czasach nie potrzeba już pracownika, który będzie jeździł od sklepu do sklepu i sprawdzał ceny. Wystarczy narzędzie takie jak nasze rozwiązanie, które automatycznie zbierze dane i wskaże zbyt duże odchylenia.

P.: Jakie firmy powinny monitorować ceny w Internecie? Czy to rozwiązanie tylko dla producentów?

G.B.: Dane z monitoringu cenowego są interesujące przede wszystkim dla dwóch grup klientów:

  • dla producentów lub generalnych dystrybutorów, którzy mogą monitorować ceny swoich produktów u retailerów lub porównać poziom cen z produktami konkurencji.
  • dla sprzedawców, którzy chcą porównać swoją ofertę z konkurencją i właściwie kształtować politykę cenową.

Dodatkowo po informacje o cenach w internecie mogą sięgać firmy chcące wprowadzić produkt na rynek, a także podmioty zajmujące się badaniami rynkowymi.

P.: Co daje w praktyce monitoring cen?

G.B.: Sprzedawcom monitoring cen pomaga optymalizować ceny, tak by wykorzystywać okazje do maksymalizacji marży lub zdobycia większej ilości klientów. Nasi klienci mieli wiele sytuacji, w których z analizy wynikało, że oferują produkty dużo taniej niż konkurencja i mogą podnieść ich ceny. Było też wiele przypadków, gdzie obniżenie ceny o 1-2 grosze pozwoliło na zdobycie pozycji lidera cenowego i  przyciągnięcie do sklepu większej ilości kupujących. Z uwagi na to, że w handlu internetowym ceny i stany magazynowe zmieniają się bardzo dynamicznie, takie okazje pojawiają się praktycznie co chwilę. Bez monitoringu cenowego znalezienie tych okazji staje się po prostu niemożliwe. Mając takie dane, sprzedawca może również wdrożyć tzw. automatykę cenową, gdzie ceny będą się zmieniać bez jego udziału, w reakcji na to, co się dzieje na rynku.

Producentom z kolei monitorowanie cen pomaga obserwować, co się dzieje w ich sieci sprzedaży i wychwytywać zbyt duże odchylenia cenowe. Odchylenia te mogą wynikać zarówno z celowej polityki niektórych sprzedawców, ale również z wprowadzania do obrotu podróbek lub produktów z tzw. szarego importu. Dzięki takiej wiedzy producent może w odpowiednich sytuacjach sam zareagować, dbając o  pozostałych partnerów handlowych.

P.: Jako jedną z zalet monitorowania cen przez producentów wymienia się zapobieganie tzw. wojnom cenowym. Jak wygląda to zjawisko w praktyce oraz do czego prowadzi? 

G.B.: Jest wiele przypadków wojen cenowych w handlu, niestety większość z nich źle wpływa na rynek. Często zdarza się tak, że obrywają producenci i dystrybutorzy, którzy nie są w stanie sprostać nagle narzuconym im przez sprzedawców wymaganiom niskiej ceny. Natomiast pozostali sprzedawcy, widząc zaniżoną cenę u konkurencji, zwracają się do producenta, by otrzymać lepsze warunki handlowe.

Można tu przytoczyć chociażby działania dwóch największych graczy – sieci Wal-Mart i Amazona w USA. Obie firmy mocno ze sobą rywalizują i mają w swoim DNA głęboko zapisaną strategię najniższej ceny. Marki sprzedające swoje produkty za pośrednictwem sieci Wal-Mart niejednokrotnie musiały obniżyć ceny hurtowe i optymalizować koszty, by sprostać niskim cenom narzuconym przez sieć. Obiecano im większe wyróżnienie produktów oraz strategiczną pomoc ze strony sieci, w przeciwnym razie grożono ograniczoną dystrybucją lub wręcz wyparciem ich produktów przez produkty marki własnej Wal-Marta. Producenci nie zawsze byli w stanie sprostać tym wymaganiom.

Amazon z kolei posiada algorytm, który dostosowuje ceny do najniższych ofert cenowych konkurencji, nawet jeśli oznacza to operowanie na minimalnej marży. Amazon oferuje tą samą cenę, nie otrzymując tych samych warunków handlowych, co konkurencyjna sieć, więc nie zarabia. Wzbudza natomiast natychmiastową reakcję u swojego rywala. Wal-Mart widząc tak niskie ceny, dalej wywiera nacisk na producentów, z którymi współpracuje. W rezultacie niektóre marki znikają z rynku, a inne obniżają jakość swoich produktów albo odnotowują straty finansowe.

Dlatego w interesie każdego producenta jest obserwowanie cen u sprzedawców i dbanie o to, by w jego sieci sprzedaży do wojen cenowych nie dochodziło.

P.: Jak przekonać sklepy/dystrybutorów do polityki cenowej marki?

G.B.: Przede wszystkim warto edukować partnerów handlowych. Pokazywać im, że konkurowanie głównie ceną prowadzi do zmniejszania marż, a w konsekwencji do operowania na granicy opłacalności. Trzeba wskazywać, że warto budować  pozycję rynkową na podstawie innych atutów, takich jak budowanie pozycji eksperta, partnerskie podejście do klienta i doradzanie w zakupach lub obsługa posprzedażowa. Naprawdę jest wiele sposobów, żeby się wyróżnić na rynku, niekoniecznie walcząc cenowo.

Dodatkowo producent może stworzyć program wsparcia dla tych sprzedawców, którym nie zależy na tym, by walczyć ceną, lecz na tym, by dobrze obsłużyć klienta i sprzedać mu produkt dopasowany do jego potrzeb. W ramach tego programu można szkolić handlowców ze sklepów, by mieli obszerną wiedzę o produktach i potrafili pomóc klientowi w wyborze. Można również dofinansowywać działania reklamowe sklepu objętego programem lub wydłużać terminy płatności dla tych, którzy odpowiednio eksponują produkty danej marki. Tutaj też możliwości jest wiele. Ważne by partnerzy handlowi czuli, że producentowi zależy na pomocy w sprzedaży jego produktów i na budowaniu trwałych relacji z nimi.

 

 

Czytaj więcej

Czego nauczyły nas najbardziej spektakularne wojny cenowe w historii handlu

arm-wrestling-567950_640Podczas wojny cenowej zwykle wygrywają firmy, które nie biorą w niej udziału i stosują inne metody pozyskania klientów. Obserwując zmagania przeróżnych marek można dojść do jeszcze kilku innych wniosków:

 1. Podbijając w ten sposób rynek, możesz zapomnieć o zysku

Prawdopodobnie najwięcej cenowych potyczek można zaobserwować w przypadku sieci Wal-Mart i platformy Amazon. Dość komiczna sytuacja miała miejsce w 2009 roku w Stanach, gdy Wal-Mart obniżył cenę 10 książek w przedsprzedaży do 10 dolarów przy zamówieniu online. Kiedy Amazon dostosował ceny identycznych pozycji książkowych do tego samego poziomu, w Wal-Marcie potaniały one o dolara. Wystarczyło poczekać do następnego dnia, by przekonać się, że u Amazona kosztują już tyle samo. Trudno w to uwierzyć, ale Wal-Mart zdecydował się iść w zaparte i obniżyć jeszcze bardziej cenę – do 8,99 dolarów. Zablokował wprawdzie swojego głównego konkurenta, ale do gry dołączył Target, oferując taką samą cenę za książki. Wal-Mart zszedł zatem do 8,98 dolarów blokując każdego z rywali.

Czy Wal-Mart zarobił sprzedając książki po 8,98 dolarów? Prawdopodobnie nie. Był to ruch mający na celu skierowanie konsumentów na stronę internetową i ewentualnie dosprzedanie im czegoś o wysokiej marży. Przy czym sieć nie poniosła dużego ryzyka, gdyż książki to jedynie wąski wycinek jej asortymentu. Dużo więcej zaryzykował Amazon, który zdecydował się natychmiast zareagować na ruch Wal-Marta. Dla niego to właśnie sprzedaż książek stanowiła rdzeń biznesu. Najwięcej straciły jednak na tym księgarnie stacjonarne. Tak się dzieje niestety w większości przypadków- obrywa większość rynku.

2. Poszkodowanych jest najczęściej więcej niż wygranych

Przyglądając się zabiegom Amazona i sieci Wal-Mart, nie sposób nie zauważyć presji, jaką wywierają na cały rynek. Podobnie jest zresztą w przypadku jakiejkolwiek innej sieci, która wybrała strategię posiadania jak najniższej ceny.

Amazon korzysta z inteligentnego algorytmu, który dostosowuje ceny na platformie do najniższych ofert cenowych konkurencji. Zaobserwowano, że platforma niejednokrotnie oferowała taką samą cenę, co konkurencyjne sieci posiadające dużo korzystniejsze warunki handlowe (np. kupujące większe wolumeny towaru, co obniżało cenę za sztukę). Choć Amazon operuje w takich sytuacjach na najniższych marżach, sytuacja ciągnie za sobą szereg negatywnych konsekwencji. Na przykład, Wal-Mart lub inni sprzedawcy widząc tak niskie ceny u swojego głównego rywala, zaczynają wywierać jeszcze większą presję na producentów, z którymi współpracują. Producenci albo zgadzają się na takie warunki tnąc koszty produkcji albo są zagrożeni wyparciem przez inne marki, które przystały na taki układ. Konsumenta być może z początku ucieszy niższa cena. Gorzej, gdy będzie mieć do czynienia z produktami coraz gorszej jakości albo gdy marka odnotowując ciągłe straty finalnie wycofa się z rynku.

3. Obniżenie ceny może dotyczyć segmentu klientów

Czasami możemy odnieść złudne wrażenie, że wszczęta została wojna cenowa, tymczasem okazuje się, że obniżenie cen dotyczy tylko pewnej grupy klientów. Przykładowo, gdy linie lotnicze Southwest Airlines wkraczały na rynek z niskimi cenami biletów, większość innych linii natychmiast obniżyła swoje stawki. Uczyniono to jednak tylko dla pewnej grupy klientów, nie wdając się w wojnę cenową. Ceny biletów dla pasażerów pierwszej klasy oraz stałych klientów pozostały te same, gdyż linie nie chciały rezygnować z wyróżnienia tego typu usługi. Ponadto nie było takiej potrzeby – Southwest Airlines oferowały tylko zwykłe bilety.

Może zdarzyć się tak, że różne ceny oferowane są różnym segmentom klientów (wystarczy spojrzeć choćby na zniżki dla studentów, bilety dla VIP-ów, dedykowane vouchery). Zamiast podlegania presji cenowej warto zatem po prostu odpowiednio wycenić i wyróżnić swoje produkty według segmentu, do którego są skierowane.

4. Zmiana cen może być częścią marketingu

Jeśli Twoja konkurencja obniża ceny, może się okazać, że jest to jedynie chwilowa akcja marketingowa. Tego typu strategię stosują albo mało znane marki, które chcą się pokazać na rynku albo znane marki, o których zapomniano. Zwykle po takiej kampanii, ceny wracają do normy.

Przykładowo, Nissan, który nie jest kojarzony z najtańszą marką samochodową i nigdy się na taką nie pozycjonował, zdecydował się na chwilową zmianę polityki gdy parę lat temu znalazł się w tyle za konkurencją.

Większość klientów przed zakupem samochodu robi rozeznanie pod kątem cen w sieci. Nissan zauważył, że niektóre z jego samochodów nie wyświetlały się w wynikach wyszukiwania z uwagi na zbyt wysokie ceny w porównaniu z konkurencją. Zdecydował się zatem na pokazywanie w sieci cen hurtowych (dużo niższych niż u dealera w salonie). W ten sposób Nissan Versa stał się najtańszym nowym samochodem 2009 roku w USA, a Nissan jako marka na nowo pojawił się na celowniku klientów.

5.  Czasem możesz przewidzieć, kto chce iść na wojnę                                                                   

Nagłe obniżenie cen przez konkurencję oraz jego przyczynę można czasem przewidzieć. Taką operację mogą chcieć zastosować chociażby firmy, które zamierzają wyprzedać ostatnie sztuki towaru – wówczas obniżka cen może jest tymczasowa i nie jest groźnym zjawiskiem. Tą taktykę mogą zastosować też firmy, którym łatwo przychodzi redukowanie cen dzięki podnoszeniu wolumenu sprzedaży.

Obniżać ceny mogą jednak również gracze o niewielkim udziale rynkowym aspirujące do przejęcia dużej liczby klientów. To zresztą częsta przyczyna wszczynania wojny cenowej- mało kto na niej zarabia, chodzi raczej o podbicie rynku.

W interesie każdego producenta jest obserwowanie cen u sprzedawców i dbanie o to, by w jego sieci sprzedaży do wojen cenowych nie dochodziło. Przy dużej ilości produktów trudno jest przewidzieć kto i do jakiego stopnia obniża ceny. Można wówczas wykorzystać narzędzie do wykrywania odchyleń cenowych produktów sprzedawanych w sieci.

Zdarza się, że walki cenowe pomagają wprowadzić mało dostępny produkt do szerokiego użytku (tak stało się chociażby w przypadku telewizorów z płaskim monitorem czy smartfonów). Należy jednak pamiętać, że strategia niskiej ceny będzie zawsze strategią krótkoterminową.

Czytaj więcej